Ja to mam pecha.....hmm albo wszyscy budujący maja takie kłopoty- ale wątpię. Wstawiamy drzwi wewnętrzne. Kupiliśmy jednak drzwi firmy Polskone Fiordy. I tu zaczęły się schody:( . A to za długie ( coś mnie trafiło jak to usłyszałam) , albo za szerokie , bo ekipa stawiająca stan surowy robiła otwory drzwiowe jak chciała. Najgorsze jest to , że w dwóch pokojach na górze za żadne skarby świata nie mogę wstawić drzwi o szerokości 80 cm - przecież to są jakieś kpiny bo w projekcie mam 80 i już.
Najpierw nie mogę mieć desek na podłodze a potem drzwi. Już wiem dlaczego to się nazywa wykończeniówka :))
środa, 7 sierpnia 2013
wtorek, 6 sierpnia 2013
MOJE MAŁE PRZYJEMNOŚCI :)
Ci którzy czytają mojego bloga już wiedzą ,że kocham takie męskie zajęcia czyli murowanie, szlifowanie, cięcia piłą itd. Bardziej mnie cieszy zakup nowej szlifierki niż jakiegoś ciuszka . Wczoraj właśnie sobie kupiłam wyrzynarkę do drewna i zamierzam się zabrać za położenie podłogi drewnianej w ganku i zrobić tam jeszcze drewniane schodki ( hihihi) No zobaczymy, co mi tam wyjdzie !!!! ale mam takie przeczucie ,że nie jest to bardzo trudne:). Z ostatnich moich prac- co byście sobie nie myśleli ,że jestem leniwa- skończyłam kamienne schodki, zrobiłam kamienne donice na rododendrony i stawiam murki wszędzie gdzie musza stać:), wyczyściłam deskę , która będzie półką nad kominkiem itd. itd. (ową deskę znalazłam przypadkowo na śmietniku w drodze na imprezę, oczywiście nie mogłam się oprzeć i powędrowałam z nią do znajomych, mieli niezły ubaw:))
sobota, 27 lipca 2013
LATO W OGRODZIE
Niech ta pora roku trwa wiecznie...... Jest cały czas gorąco, z czego ogromnie się cieszę bo taką pogodę kocham i już. Dla mnie zimy mogłoby nie być. Fakt ,że w godzinach popołudniowych najlepiej siedzieć w domu bo w takim ukropie nie można nic w ogrodzie robić, ale wczesnym rankiem lub wieczorem nie jest tak gorąco i praca wre:)))) Moje róże w tym roku wszystkie pięknie kwitną i cieszą moje oczy.
środa, 17 lipca 2013
Chroniczny brak czasu.....
Dawno nie pisałam nic związanego z budową. W przyszłym tygodniu zaczynamy rozkładać deski na podłodze. Tam gdzie nie można położyć legarów deski będą na klej. No zobaczymy jak to będzie. Nie wiem czy już wspominałam ale ogrzewanie już mam całkowicie skończone:). Teraz najwięcej czasu spędzam w ogrodzie. Wymurowałam schodki do końca i stawiam nowe murki. Zdjęcia będą później. Cieszę się bardzo tą porą roku bo wszystko cudownie się rozrasta a róże kwitną wyjątkowo obficie. Latem zawsze szkoda mi gdzieś wyjeżdżać, bo zawsze mnie coś ominie w moim ogrodzie, to takie małe moje zboczenie. Tym razem moje dzieci mnie wręcz zmusiły do wyjazdy nad jezioro. Szybka decyzja , szybkie pakowanie , cudowna pogoda:)))) Pojechaliśmy do Brenna. Byłam tam pierwszy raz mimo tego, że nie jest to daleko od nas. Wybór był prosty, ponieważ właśnie tam był nasz starszy syn na kolonii i cierpiał ogromnie z powodów równie ogromnych. A to jedzenie niedobre , kwatery straszne, warunki katastrofa i nudy straszliwe. Odczekaliśmy z mężem dziesięć dni i jedziemy zobaczyć to na własne oczy. I zobaczyliśmy dziecko uśmiechnięte, wesołe, warunki - fakt nie był to domek pięciogwiazdkowy , ale przecież inne dzieci mieszkały w domkach takich samych. Wkurzyłam się na syna swojego i na siebie trochę też ,że go rozpieściliśmy ,bo tylko wczasy z rodzicami , restauracyjki i drogie gadżety. A tu przyroda, koledzy , kolonijne miłości, kajaki , jezioro i brak rodziców w ogóle nie robią wrażenia. Dlatego właśnie wzięliśmy sobie z mężem i młodszym synem taki sam domek w jakim mieszkał nasz starszak-bez łazienki i bieżącej wody(co nas rozbawiało do łez. Oczywiście łazienka była w budynku głównym więc brudni nie chodziliśmy:)))))) I powiem wam, że było cudownie, spokój cisza, wszędzie sosnowy i fantastycznie pachnący las. Odwaliliśmy przy okazji parę lekcji wychowawczych tłumacząc naszemu młodzieńcowi ,że w dzisiejszych czasach młodzież zamyka się w domu z grami i komputerami a takie kolonie gdzie nie ma luksusów i dzieci są różne są wspaniałym doświadczeniem, przygoda, szansą na niezwykłe przyjaźnie i ,że jeszcze kiedyś zatęskni za tymi wspomnieniami. Bardzo się cieszyliśmy z tego wypadu i króciutkiego wypoczynku. Baterie naładowane:)))
wtorek, 9 lipca 2013
MÓJ PIES :)
Moja suczka dochodzi do zdrowia . Nareszcie!!!! Musieliśmy z nią jechać do specjalistycznej kliniki na ponowne czyszczenie tego ucha. Już po jednym dniu od ponownego zabiegu czuła się lepiej i ucho wróciło do normalnych rozmiarów. Poniżej dowody na to,że mój labrador czuje się lepiej:) I my też jesteśmy szczęśliwsi z tego powodu !!!!
Jedziemy właśnie do psiej kliniki:)
Tak wyglądało to ucho przed ściągnięciem szwów- od wewnątrz jest całe spuchnięte!!!
A tu już pies zdrowy i szczęśliwy:)podczas rodzinnej wycieczki do lasu.
czwartek, 27 czerwca 2013
SER FASHION
W końcu wyszło słońce i przestało padać!!! Mam dzisiaj zdecydowanie lepszy humor . Pogoda napawa optymizmem a i moja psina czuje sie trochę lepiej. Pani dermatolog uratowała nam życie bo przepisała nam cudowną maść z antybiotykiem na rany pooperacyjne i już ucho wygląda lepiej, przynajmniej już się tak nie ślimaczy. Ale nie o tym chciałam pisać . CZyli zmiana tematu!!!!:)
Uwielbiam sery , wszystkie bez wyjątku! W mojej kuchni nie może zabraknąć tych wszystkich deseczek, talerzyków i noży do serów. Świetne są te komplety!!! To takie moje następne kuchenne must have :))
Uwielbiam sery , wszystkie bez wyjątku! W mojej kuchni nie może zabraknąć tych wszystkich deseczek, talerzyków i noży do serów. Świetne są te komplety!!! To takie moje następne kuchenne must have :))
środa, 26 czerwca 2013
Najsmutniejszy labrador na świecie
Moja suczka musiała mieć operacje na to ucho. Strasznie miała opuchnięte w wyniku jakiegoś urazu. Ci którzy mnie czytali już wczesniej to wiedzą, że mój pies ma dosyć szalone usposobienie:). Po operacji nie spaliśmy całą noc, bo tak głową waliła we wszystko w co tylko mogła, jakies potworne szaleństwo. Opatrunek wytrzymał tylko dwa dni ,ściągała go jak tylko mogła- łapą, uderzaniem głową w meble , jeżdżeniem pyskiem po asfalcie , trawie, czyli jak popadnie. Dopiero jak ściągnęła go całkowice to spała cały czas. Jeździmy z nią co drugi dzień do weterynarza na zastrzyki. Wszystko było ok, do dzisiejszego poranka . Wstałam i zobaczyłam, że ucho jest znowu nabrzmiałe. Załamaliśmy się strasznie. Od razu wsiedliśmy do samochodu i do weterynarza. Następna dawka leków. Strasznie mi jej szkoda. Już nie wiem jak mam jej pomóc. Teraz leży taka smutna ,że aż serce boli jak się na nią patrzy. Dla mnie to najsmutniejszy pies na świecie!! Chcę żeby już była szalona , zwariowana i żeby biegała bez opamiętania!!!!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)






